wtorek, 02 stycznia 2007
frilled veil

Especially for Machteld and Isis- how I've done my frilled veil. I hope You will understand my english explanation;)  If not,  You can send any questions to cailin@poczta.fm

First I took the long strips of fabric, folded them in half and fastened them like that:

After pulling the thread very tightly, the flounce looks like that:

Then I attached the flounces to the edge of semi oval textile- on the front side (the straight one), which is around my face, I have 4 layers of flounces. At the back there's one layer. The flounces are sewed between two layers of fabric.

On my head it looks like that:

I hope it will help You in your reserch:)

If You would like to add a  acoment, at the bottom of each post you have "skomentuj". If you click on it, you have to put your name in "login" and your comment in the largest box. Then click "zapisz".

10:47, cailin5
Link Komentarze (7) »
czwartek, 14 grudnia 2006
medievale c.d.

No cóż, w czasie wolnym od fiolek i siateczki produkuję też sobie pierwszą suknię szytą ręcznie:) Projekt zakłada suknię wierzchnią z szarej wełny, podszytą różowym lnem (ten róż to na serio! Można znaleźć podobne połączenie chociażby tu lub tu w wersji męskiej). Wykrój wzorowany jest na wykopaliskach z Herjolfsnes, nr.41. Oczywiście zawsze muszę coś pomieszać, więc w moim przypadku przód i tył składa się z dwóch części, z pominięciem klinów.

Momio tego, że najpopularniejszym ściegiem przy łączeniu materiału była nasza fastryga, to szwy nośne dziergam ściegiem "za igłą". Do tego, dla wzmocnienia, brzegi są rozłożone i przefastrygowane jeszcze raz. A wygląda to z tyłu i z przodu tak:

Na razie jestem na tym etapie:) Trzymajcie kciuki, żebym tradycyjnie czegos nie skopała!

18:26, cailin5
Link Komentarze (1) »
środa, 13 grudnia 2006
medievale

Na to zawsze mam czas ! - kradnę minuty każdego dnia, oczywiście wtedy, kiedy powinnam robic coś zupełnie innego... ale nie mogę się powstrzymać:)) I dzieki temu skończyłam jakiś czas temu siateczkę. To juz 3 z kolei... (pierwsza uległa zniszczeniu, druga była za szeroka). Ta również do końca mnie nie zadowala- oczka wciąż za duże, troszkę za szeroka...

Wciąż jednak nie mogę sobie poradzić z przymocowaniem sznureczka do siateczki z przodu:( Może jak przyjadę do Polski, to razem z babeczkami coś wymyślimy.

Oryginał wygląda o niebo lepiej... Ale trening czyni mistrza, prawda? :)

Niustające poszukiwania trwają:) Serdecznie polecam bloga Isis. Ech, ile to jeszcze ja rzeczy chciałabym zrobić! Na pierwszy plan wysuwa mi sie naalbinding i wyszywana XIVw. sakiewka. Czekam tylko na kilka chwil wolnego... Właściwie to nie mam czasu, bo szyję ręcznie wełnianą mieszczankę...Oki twierdzi, że nie jestem normalna;)

16:13, cailin5
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 listopada 2006
powrót do korzeni

Wracamy do korzeni... do samego początku (a bynajmniej cofamy się łądnych parę lat wstecz:)) czyli... upiekliśmy chleb! Nie wytrzymałam, musiałam sie pochwalić :) Podobno chleb (taki na zakwasie, a co!) trzeba chociaż raz w życiu zrobić samodzielnie, więc jak to- my nie zrobimy? Co prawda rolę grała tu raczej potrzeba zjedzenia normalnej pajdy niż zew tradycji, ale jedno z drugim nierozerwalnie się łączy... Chłopaki śmiali się że siedzę przed piekarnikiem i gapię się jak rośnie... A ja chciałam uchwycić ten zapach i klimat pieczenia chleba, którego nie można zwinąć w kulkę i nie trzeba grilować żeby jakoś smakował... Dla mnie to rodzaj magii, może nie w chlebowym piecu, ale na taki tez kiedyś przyjdzie czas:) Tak czy tak, oto nasz wypiek:

No i przepis, wyproszony od kolegi Pawła, który to zaraził mnie tym pomysłem i chwała mu za to:)

3 kubki mąki pszennej

2 kubki wody

zakwas

3 Ł mąki żytniej- wymieszać wszystko i odstawić na 3 godziny

Potem: 0,5 paczki drożdży świeżych + 1Ł mleka ciepłego + 1 ł cukru- wybełtać i odstawić do wyrośnięcia. Następnie wlac to do mieszanki nr 1, dodać 2 kubki mąki pszennej, 3 ł soli, 2 Ł oleju i od 0,5 do 1 kubka wody- wyrabiać pzrez 5 minut (może być mikserem).

Wlać ciasto do blaszek (wysmarowanych margaryną i wysypanych mąką), poczekać aż ciasto wyrośnie trochę ponad brzeg i wstawić do piekarnika. Piec przez 15 min w temp. 220 stopni, potem 30 minut w 180 stopniach. Smacznego!

Zakwas- ja dostałam słoiczek z zakwasem od Pawła, więc miałąm ułatwione zadanie, ale myślę, że na google znajdziecie jakiś dobry przepis:)

21:51, cailin5
Link Komentarze (2) »
środa, 25 października 2006
Orkneys czyli Orkady (nareszcie Antropytonie:))

Orkady miałam zaplanowane gdzieś tam od zawsze, no i rposze- pewnego dnia po prostu wyszliśmy zobaczyć, czy w Szkocji dojedziemy gdzieś na stopa... Dnia 1 udało nam się dotrzeć na północ- do John O'Groats, gdzie klimat iście horrorowy panował a rano pogoda wyglądała tak:

Potem trza nam było wsiąść na prom, przy czym Oki prorokował co 5 minut, że na pewno caaały pobyt bedzie padało...

Bazę wypadową mieliśmy w Kirkwall, czyli tzw. "stolycy". A w dzień przyjazdu zobaczyliśmy sobie m.in. katedrę- przepiękny przykład budowli XII-wiecznej. A ja nie miałam stroju co by zrobić klimatyczne foty...chlip ;(

Potem był pałac biskupa, i...destylernia:) hehe, ja, czołowy antyalkoholik, baardzo chciałam zobaczyć jak się produkuje whiskey. No i prosze, trafilismy do Higland Park- jednej z niewielu destylerni produkującej whiskey tradycyjnymi metodami. Oprócz tego uzywają węgla sprowadzanego z Polski:) No i pan przewodnik chyba 3 razy powtarzał jak bardzo są z tego zadowoleni:) Dobrze, że chociaż węgiel nam wyszedł...

Nastepny dzień przeznaczyliśmy na wypad w dzicz. Szkoda, że skleroza mnie musiała zaatakować, bo sierot jeden nie naładowałam bateryjek:( udalo mi się jednak coś tam pstryknąć:

 Ring of Brogar- wywalony w kosmos, ale meszki tak cięły, że można było zwariować... Naukowcy do tej pory nie ustalili dokłądnie, dlaczego je budowano...Faktem jest, że społęczność zamieszkująca Orkady była wtedy bardzo dobrze zorganizowana, a i do biednych nie należała...

Największe zdumienie jednak wzbudziło we mnie Scara Brae- osiedle  zapierające dech w piersiach, starsze niż Piramida Cheopsa... Coś niesamowitego- to trzeba po prostu zobaczyć!

Pogoda była śliczna, ludzie na stopa zabierali nas z ochotą, a z jednego końca wyspy na drugi jedzie się tylko godzinę. Mam wrażenie, że mieszkańcy żyją w jakiejś psychicznej izolacji od Królestwa Brytyjskiego, cicho, spokojnie... I oby tak dalej:) Bo podobno Anglicy zaczynają napływać, uciekając z Anglii zalewanej przez ciapatych...

22:13, cailin5
Link Komentarze (5) »
czwartek, 14 września 2006
jesień

Jesień przyszła... co prawda tak jakby na razie zagląda tylko, bo dwa dni temu nad morzem byłam i słońce mnie smażyło:) A tu dzisiaj, gdy mieliśmy jechać na Ben Nevis- najwyższą górę Wielkiej Brytanii, pada... Gdzie, leje! W końcu to Szkocja... Ze wspinaczki nici, Oko mówi że chyba dziadzieje, bo nawet się ucieszył że nie jedziemy. Ale nie siedzimy w domu- jutro wybieramy się na Glen Affric (nie daję odnośnika, bo coś stronka nie wchodzi). Mam nadzieję, że bedzie dobrze- pod każdym względem;)

Tak poza tym to u nas nie wszystko po staremu. Zapadła decyzja, że na razie zostajemy, zarabiamy na dom, a potem wracamy do Polski robić jakiś mega biznes itd. Decyzje jednak mają to do siebie, że zawsze można je zmienić... Więc się zobaczy, gdzie nas wywieje. Na razie ja nadal tyram w fabryce, Oko zaś jest bezrobotnym wesołym studentem zgłebiającym tajniki języka:) Praca coraz bardziej mnie odmóżdża, pociesza mnie jednak fakt, że tylko do grudnia. Wtedy to bowiem zamierzam podziękować firmie J&J i pojechać sobie spokojnie na święta do Polski:) I Sylwestra oczywiście!- który w tym roku zapowiada się w Łupkowie na końcu świata.

W zeszłym roku wydawało mi się , że każdy przeklina mój pomysł brnięcia w śniegu przez kilka godzin, tylko po to, żeby posiedzieć z gitarą i pomarznąć... a tu proszę, Martyna mówi, że ona już innego Sylwestra nie chce:) Dobrze wiem, że ma w tym też swój prywatny interes- zobaczyć Bieszczady zimą, hehe:) Tak czy tak, nie myślę o fiolkach, o tym że zimą w Szkocji tylko parę godzin dnia będzie,  tylko o tym że już niedługo znowu wszystko straci znaczenie, bo bedziemy z przyjaciółmi na końcu świata...

17:37, cailin5
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 sierpnia 2006
...i po polsku oczywiście, a co!

Udało mi sie dotrzeć na Chudów- po wielu perypetiach, typu stary dowód osobisty zamiast paszportu i psujący sie smaochód w deszczu... Ale jednak- i przez dwa dni było jak za starych dobrych czasów, znaczy się czułam tak, jakbym nigdzie nie wyjeżdżała:) Sznureczkowym szaleństwem zaraziłam babeczki, sama zaopatrzyłąm się w niezbędne drobiazgi i popsułąm jedną siateczkę...hehe, jak na jeden wyjazd to chyba starczy;) Teraz oglądam sobie prawie codziennie fotki i pocieszam się, że do Chudowa za rok już niedaleko. No i przecież mimo tego, że marzyłam o słońcuu na maxa, to padało tylko jedną noc a w Szkocji i tak nikt nie jest opalony, więc nie odstaję za bardzo;)

 

sesja oczywiście:)

 

Domin pod kieckami

No i ja w mojej robce:)

00:49, cailin5
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 sierpnia 2006
Re-enactment po szkocku

Ano pojechaliśmy (6 godzin w aucie), zobaczyliśmy (ruiny), zdobyliśmy (kasiure i pełne podziwu spojrzenia, hehe)... relacja fotograficzna tu, tu na dole:)

 no że niby słońce było i w ogóle sielanka...

 a tu  angielska grupa Company of Chivalry

 no i ruiny malownicze, zamek na planie trójkąta

12:52, cailin5
Link Komentarze (7) »
czwartek, 27 lipca 2006
ano co u mnie ;)

A co u mnie? po staremu:) dalej pracuję w fabryce, zasypiam na nockach i myślę sobie w trakcie pracy o wszystkim- bo tylko to moge robić oprócz mechanicznego kręcenia fiolkami... Więc przemyślałam już chyba wszystko, zaplanowałam podróże we wszystkie miejsca na ziemi itd. 

Teraz np. zaprząta mi umysł jutrzejszy wyjazd na Caerlaverock Castle, z bractwem oczywiście:) Straaszliwie się cieszę, poza tym przez te upały czuję sie prawie jak na wakacjach w Szkocji, więc bywa całkiem sympatycznie. A już za moment, już za chwilkę lecę do Polski:) Ech, martwi mnie tylko to, że na sierpień zapowiadają ochłodzenie, buuuuu... a ja od miesiąca marzę o kąpieli w jeziorze, grzaniu na słońcu i herbatce w sadzie u dziadka...Ale pewnie nie można mieć wszystkiego, hehe, jakie to życie sprawiedliwe...

Odkrywam powoli w jaki to tajemniczy sposób znika moja wypłata- proporcjonalnie do rzeczy wygrzebanych na ebay:) Książki o misiach dla Branwen, Pride and Prejudice i kilka innych bajerów, które  chciałam mieć od jakiegoś czasu... Kto to właściwie wymyślił, że można wszystko dostać na necie? Chyba w celu oszczędzenia muszę pozbyć się internetu:) Ale wtedy nie przekonam się czy ktokolwiek czyta te moje wypociny, hehe

No to dla tych wszystkich którzy czytają, poświęcę się jeszcze trochę;)

20:48, cailin5
Link Komentarze (2) »
piątek, 21 lipca 2006
PiS zabiera BIS

Nie wierzę- siędzę w Szkocji i wydaje mi się że w Polsce po staremu, a tu proszę- cenzura??? Mam wrażenie , że wzsystko co jest fajne, porządne, a tu angle wyskakuje taki LPR i mi sie już wszystkiego odechciewa:(

Nie lubię polityki, nie zajmuję się nią, ale od ostatnich wyborów nawet ja nie mogę nie zauważać co się dzieje u nas w kraju. I ręce mi opadają... Więc kto może niech przyłączy się do protestu na rzecz Bis Polskiego Radia! I niech Bóg/ Budda/ Perun ma nas w opiece, bo ja nie wiem co z tą Polską w takich rekach...

12:21, cailin5
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6