czwartek, 14 września 2006
jesień

Jesień przyszła... co prawda tak jakby na razie zagląda tylko, bo dwa dni temu nad morzem byłam i słońce mnie smażyło:) A tu dzisiaj, gdy mieliśmy jechać na Ben Nevis- najwyższą górę Wielkiej Brytanii, pada... Gdzie, leje! W końcu to Szkocja... Ze wspinaczki nici, Oko mówi że chyba dziadzieje, bo nawet się ucieszył że nie jedziemy. Ale nie siedzimy w domu- jutro wybieramy się na Glen Affric (nie daję odnośnika, bo coś stronka nie wchodzi). Mam nadzieję, że bedzie dobrze- pod każdym względem;)

Tak poza tym to u nas nie wszystko po staremu. Zapadła decyzja, że na razie zostajemy, zarabiamy na dom, a potem wracamy do Polski robić jakiś mega biznes itd. Decyzje jednak mają to do siebie, że zawsze można je zmienić... Więc się zobaczy, gdzie nas wywieje. Na razie ja nadal tyram w fabryce, Oko zaś jest bezrobotnym wesołym studentem zgłebiającym tajniki języka:) Praca coraz bardziej mnie odmóżdża, pociesza mnie jednak fakt, że tylko do grudnia. Wtedy to bowiem zamierzam podziękować firmie J&J i pojechać sobie spokojnie na święta do Polski:) I Sylwestra oczywiście!- który w tym roku zapowiada się w Łupkowie na końcu świata.

W zeszłym roku wydawało mi się , że każdy przeklina mój pomysł brnięcia w śniegu przez kilka godzin, tylko po to, żeby posiedzieć z gitarą i pomarznąć... a tu proszę, Martyna mówi, że ona już innego Sylwestra nie chce:) Dobrze wiem, że ma w tym też swój prywatny interes- zobaczyć Bieszczady zimą, hehe:) Tak czy tak, nie myślę o fiolkach, o tym że zimą w Szkocji tylko parę godzin dnia będzie,  tylko o tym że już niedługo znowu wszystko straci znaczenie, bo bedziemy z przyjaciółmi na końcu świata...

17:37, cailin5
Link Komentarze (3) »